Xpeng, chiński elektryk, chce podbić Europę

Xpeng G3 zdobył prestiżową nagrodę IFA Design Award

Xpeng G3 zdobył prestiżową nagrodę IFA Design Award | fot. xiaopeng.com

Do tytułu trzeba jeszcze dodać, że Xpeng to przedstawiciel dalekowschodniej myśli technicznej z krwi i kości, a raczej smaru i kabli. To ważna informacja, bowiem są takie marki, które w skutek zawiłych historii są teraz markami chińskimi (nawet część aut powstaje w chińskich fabrykach), ale w Europie sprzedawane są pod znanymi i lubianymi markami – Volvo, uśmiecham się do Ciebie.

Norwegia

Jesteś przedstawicielem firmy z dalekiego wschodu i chcesz zaistnieć na zachodnich rynkach? Musisz więc mieć przemyślaną strategię i zacząć tam, gdzie szanse na sukces są największe. Nordycki kraj jest świetnym miejscem dla producentów, którzy oferują tzw. „przyszłość motoryzacji”, czyli pojazdy elektryczne. Wynika to z faktu, że w zeszłym roku co drugi sprzedawany samochód w Norwegii był napędzany prądem. Trend ma się utrzymywać i jest wielce prawdopodobne, że w niedługim czasie w norweskich salonach samochodowych do wyboru będą już jedynie elektryczne auta.

Nie dziwi więc, że chiński startup Xpeng rozpoczyna swoją ekspansję od tego właśnie kraju. Z innej strony trzeba powiedzieć, że jest to także śmiałe posunięcie chińskiego producenta. Na rynku są już firmy, które oferują sprawdzone rozwiązania i mają ugruntowaną pozycje. Wystarczy kilka błędów, by z planów ekspansji nic nie wyszło.

Xpeng buduje auta na autorskiej platformie | xiaopeng.com

Co oferuje Xpeng?

Jak na nowicjusza w branży motoryzacyjnej, Xpeng radzi sobie świetnie. Swój pierwszy samochód firma sprzedała zaledwie w 2018 roku, a obecnie jest już notowana na nowojorskiej giełdzie. Fundamentem rozwoju firmy są obecnie dwa modele aut, które budowane są na autorskiej platformie. W najbliższej przyszłości do sportowej limuzyny P7 i crossovera G3 dołączą dwie nowości. Premiery są zapowiadane na 2021 i 2022 rok.

Oprócz mechanicznej powłoki, która wprawia powyższe modle w ruch, auta Xpeng wykorzystują szereg czujników. Na ich pokładzie montuje się m.in. ultradźwiękowe czujniki radarowe i kamery o wysokiej rozdzielczości. Nie brakuje także innych technologii radarowych. Według producenta taki zestaw narzędzi połączony z oprogramowaniem (w tym Sztuczną Inteligencją), daje możliwość jazdy autonomicznej na „poziomie 2,5” (standaryzowana skala dzieli się na 5 poziomów i ma skok co jeden poziom). Zapewnienia producenta oznaczają więc, że jego auta tylko częściowo dają możliwość jazdy autonomicznej, uwarunkowanej wieloma czynnikami.

G3 od Xpeng ma podbić Europę | fot. xiaopeng.com

Xpeng G3

W Norwegii, a docelowo na większości rynków europejskich, na początek będzie oferowany model G3. Na papierze wszystko wygląda obiecująco. Crossover z akumulatorem o pojemności 66 kWh ma zapewnić zasięg do 450 km (zgodnie z certyfikatem WLTP). Dodatkowo wystarczy 30 minut, by bateria naładowała się z 30% do 80%.

W kwestii bezpieczeństwa Xpeng G3 także nie ma się czego wstydzić, ponieważ zdobył pięć gwiazdek w chińskich testach zderzeniowych C-NCAP. Do tego wszystkiego cena ma się kształtować w granicy 33 000 Euro, co jest atrakcyjną ofertą jak za elektryczny crossover.

Ambicje

Na uwagę zasługuje fakt, że elementów, które wydają się pochodzić wprost z kopiarki, wcale nie jest tak wiele. Owszem, wygląd zewnętrzy i wewnętrzy wywołuje klarowne skojarzenia z autami Tesli, ale cała maszyneria jest już wynikiem pracy chińskich inżynierów. O sukcesie chińskiej myśli technicznej jest przekonany szef startupu Brian Gu, który w jednym z wywiadów powiedział:

Nie jest łatwo zdobyć silną markę na całym świecie, ale jesteśmy bardzo pewni naszego produktu.

Wcześniej bardzo śmiało ocenił też europejskie marki, mówiąc:

Uważamy, że europejskie marki samochodowe mogą nie mieć tych samych zalet na rynku pojazdów elektrycznych. Chcemy budować trwałą obecność na rynku.

Cóż powiedzieć, rękawica została rzucona, w pewnym sensie także polskiej myśli technicznej!

Wnętrze Xpeng G3 wydaje się znajome | xiaopeng.com

PS

Jak przeczytałem tego newsa to pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy, była związana właśnie z nazwą. O ile producenci z Państwa Środka lubią bardzo dosłownie kopiować rozwiązania swojej konkurencji, o tyle pozostają wierni niedającemu się podrobić nazewnictwu. To nieco inne podejście od tego, które praktykują polskie firmy. Jak nazwać sprzęt elektroniczny? Dobrze by brzmiał zachodnio, najlepiej po niemiecku. Jak zbudować markę odzieżową? Koniecznie w nazwie należy umieścić francusko lub włosko brzmiące słówka. Podobnych przykładów można mnożyć i mnożyć.

Chińczycy nie martwią się o to, że nazewnictwo, które wprost wskazuje na produkt „made in china”, może wywoływać wciąż mało pozytywne skojarzenia. Zdają się tym nie przejmować, a przecież mogliby stworzyć submarkę z zachodnio brzmiącą nazwą i sprytnie zatuszować pochodzenie produktu. Czy w takim podejściu jest jakaś szersza wizja i niebawem chińskie nazwy będą się nam kojarzyć już tylko dobrze? Zobaczymy.

Exit mobile version