Recenzja odkurzacza automatycznego Liectroux ZK901 – solidny sprzęt w rozsądnej cenie

8
Ocena

Modeli robotów sprzątających pojawia się w ostatnim czasie niesamowicie wiele. Szczególnie ciekawe perełki można znaleźć wśród tanich, chińskich produktów, które mogą nam zaoferować zaskakująco dużo. Dziś testuję Liectroux ZK901, który – patrząc na specyfikację i funkcjonalność – robi bardzo dobre pierwsze wrażenie. A jak wypada w praktyce? Co warto wiedzieć o tym sprzęcie? Zobaczcie sami!

Wideorecenzja

Zawartość opakowania

Liectroux ZK901 przychodzi do nas w dość pokaźnym zestawie sprzedażowym. Po otworzeniu pudełka znajdziemy tam:

W odkurzaczu od razu został umieszczony pojemnik na nieczystości o pojemności 450 ml. Jest do niego przyczepiony przyrząd do czyszczenia, ułatwiający przede wszystkim rozcięcie zaplątanych włosów ze szczotek. Do odkurzacza przymocowano od razu także dwie szczotki boczne (dwie w zestawie zostają na zapas). Poza trzema ramionami zamiatającymi, mają one jeszcze ciekawy dodatek w postaci małej szczoteczki skierowanej w stronę robota. Pozwala ona zapobiegać nadmiernemu wkręcaniu się włosów i sierści.

Pośrodku mamy jeszcze główną szczotkę odkurzającą w postaci obrotowego wałka z naprzemiennie ułożonym włosiem i elementami gumowanymi. Po jej bokach wbudowano dwa koła napędowe z ruchomymi amortyzatorami, które pozwalają przejeżdżać przez progi do 2 centymetrów. Na przodzie od spodu znajdziemy jeszcze piny do ładowania oraz małe kółko ułatwiające skręcanie. W robocie nie zabrakło także wszystkich czujników, które zapobiegają spadaniu ze schodów czy obijaniu o meble lub ściany.

Od góry znajdziemy jeszcze skaner laserowy na wystającej wstawce. Jest on zamontowany w taki sposób, że podczas jazdy znajduje się od tyłu. Na przodzie z kolei są dwa klawisze – włącznik oraz powrót do stacji ładującej. Cała obudowa wykonana jest z tworzywa sztucznego, które bardzo szybko się brudzi, łatwo zostają też odciski palców. Niestety to tworzywo sprawia także wrażenie taniego, widać jakby delikatne nierówności, powierzchnia nie jest idealnie prosta.

Drugi pojemnik dodawany do zestawu ma jedynie miejsce na wodę. Zabrakło chociaż kawałka przestrzeni na nieczystości, co oznacza, że sprzęt może pracować albo w trybie odkurzania, albo mopowania. Pojemnika 2w1 tu nie znajdziemy. Podczas pracy na mokro musimy jeszcze od spodu założyć podkładkę ze ściereczką.

Ciekawostką jest także to, że możemy wyjąć obrotowy wałek i w jego miejsce zamontować moduł pozwalający wyłącznie na ssanie podczas odkurzania. Takie rozwiązanie jest stosowane zazwyczaj w słabszych, tańszych odkurzaczach. Tu jednak moc ssania jest pokaźna (aż 4000 Pascali) i zastosowanie takiej ssawki widzę w tym, że robot może po prostu łatwiej zebrać większych rozmiarów elementy, które nie mieszczą się podczas obracania szczotki. Tak więc – mamy wybór, z czego chcemy korzystać.

Łączność z aplikacją

Podstawową aplikacją do łączności z robotem jest Laser Robot (po zainstalowaniu widnieje na liście jako Automatyczny laserowy robot sprzątający), która jest dostępna na Androida i iOS. Po zainstalowaniu wystarczy włączyć program, zarejestrować nowe konto i wywołać tryb parowania, przytrzymując dwa klawisze na obudowie jednocześnie. Po wpisaniu hasła do WiFi oraz po chwili oczekiwania na nawiązanie połączenia, urządzenie staje się dostępne do obsługi.

Aplikacja pozwala od razu na uruchomienie sprzątania, ustawienie mocy ssania (dostępne trzy poziomy), które po zamontowaniu zbiornika na wodę automatycznie zmieniają się w ilość podawania wody (także trzy poziomy) oraz wywołanie powrotu do stacji ładującej.

Po kliknięciu klawisza „Więcej” pojawiają się dodatkowe opcje, a wśród nich:

Na ekranie głównym aplikacji pojawia się z kolei mapka zarejestrowana przez urządzenie. Jest ona dość precyzyjna i faktycznie pokrywa się z rzeczywistym wyglądem mieszkania. Obok mapki mamy trzy opcje: zmywanie/czyszczenie powierzchni, które pozwala zaznaczyć strefy wcześniej ustalone w aplikacji, mycie/czyszczenie punktowe, umożliwiające wskazanie, gdzie robot ma jechać oraz mycie/czyszczenie całej powierzchni.

A co z asystentami?

Tu sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana… Aplikacja do obsługi Liectroux ZK901 działa tak naprawdę na serwerach oprogramowania Smart Life. Możemy więc dodać robota do Google Home czy Amazon Alexa, logując się na konto Smart Life i wybierając usługę laser robot. Tu jednak warto zwrócić uwagę na to, że jednocześnie rozłącza się połączenie z podstawowym Smart Life – jeśli macie tam jakiekolwiek inne sprzęty, one po prostu znikną, a po ponownym dodaniu będzie konieczne znów przydzielenie każdego urządzenia do docelowych pomieszczeń… Powstaje chaos i dużo nerwów.

Rozwiązaniem jest jedynie skorzystanie z podstawowej aplikacji Smart Life lub Tuya Smart i dodanie robota właśnie do niej. Połączenie przebiega bezproblemowo, problemem jest jedynie to, że nie wszystkie funkcje są tu dostępne. Oczywiście, jest sterowanie mocą, możliwość włączania i wyłączania czy ustawiania harmonogramów i uruchamianie powrotu do stacji ładującej. Wszystko jest w formie listy i wysuwanych funkcji. Nie ma za to jednej, dość istotnej rzeczy – mapki i wszystkich informacji, które pojawiają się w trakcie jazdy (takich jak czas pracy, obszar czyszczenia czy poziomy zużycia komponentów). Wbudowany skaner pomieszczeń staje się więc bezużyteczny, nie ma możliwości podziału na pomieszczenia czy uruchamiania sprzątania w konkretnym miejscu.

Trochę mija się to z celem, żeby mieć robota z laserowym skanowaniem pomieszczeń przy jednoczesnym braku możliwości korzystania z niego. Tak więc – albo musimy zrezygnować z podłączenia innych sprzętów do Smart Life i przepiąć je do Tuya Smart i wtedy połączyć usługę laser robot, albo zrezygnować z obsługi asystentów. Samo podpięcie pod Smart Life czy Tuya Smart pozwoli korzystać z asystentów, ale już z udogodnień wynikających ze skanera laserowego nie. A do dwóch aplikacji jednocześnie podpiąć się nie da.

Idealnie byłoby więc, żeby to w Smart Life/Tuya Smart pojawiły się wszystkie funkcje łącznie z mapką pomieszczeń. Wtedy można by mieć w końcu wszystkie sprzęty w jednym miejscu bez konieczności korzystania z kilku aplikacji. No bo obecnie żadne rozwiązanie nie jest na tyle dobre, żeby móc skorzystać ze wszystkich możliwości sprzętu.

Skuteczność odkurzania

Trzeba przyznać, że Liectroux ZK901 sprząta podłogi ze sporą skutecznością. Odkurzane powierzchnie są pozbawione wszelkich pyłków, okruszków czy mniejszych i większych śmieci. Spore znaczenie ma tu na pewno spora moc ssania na poziomie aż 4000 Pascali w najwyższym trybie pracy. Zdaje mi się, że ta moc jest w praktyce nawet większa, niż w testowanym niedawno robocie Neatsvor X600, który też miał 4000 Pascali. A jednocześnie jest odczuwalnie mniej hałaśliwy.

Robot, dzięki obrotowej szczotce od spodu, sprawdza się też bardzo dobrze do dywanów i wykładzin, jeśli tylko są one skutecznie przytwierdzone do podłogi, żeby całość się nie przesuwała. Takie powierzchnie zdają się być nieźle wyczesane, a przy tym w pojemniku pojawia się sporo nieczystości.

Tak jak też wspomniałem, zamiast obrotowej szczotki, możemy zamontować nakładkę ssącą. Dzięki niej robot z powodzeniem wciągnie zanieczyszczenia o większych rozmiarach. Na pewno wtedy jednak nie sprawdzi się na dywanach czy przy głębszych fugach, która szczotka też wyczesuje.

Podczas pracy robot najpierw przejeżdża wszystkie krawędzie, dzieląc całe mieszkanie na mniejsze obszary. Po objechaniu wszystkich boków, urządzenie zaczyna jeździć po środku pomieszczeń, wykonując ruchy w kształcie litery „S”. W taki sposób jego praca jest bardzo regularna i usystematyzowana, dzięki temu, że sprzęt jeździ kawałek po kawałku przez całą powierzchnię mieszkania.

Ogólnie więc pod względem odkurzania Liectroux ZK901 sprawdza się świetnie! Skutecznie czyści wszelkie powierzchnie, a dzięki możliwości wymienienia szczotki na ssawkę, nawet większe elementy mogą zostać wciągnięte. A po zakończonym cyklu pracy lub rozładowaniu baterii (która wytrzymuje około dwie godziny), sprzęt samodzielnie wraca do ładowarki bez jakichkolwiek problemów.

Praca na mokro

Do mopowania pomieszczeń Liectroux ZK901 używa osobnego pojemnika o pojemności 450 ml. Powinniśmy wlewać tam sama wodę, żeby nie zatkać dysz podających ciecz na podłogę. Odbywa się to bowiem za pomocą elektronicznych systemów, które tworzą nacisk powietrza, powodujący równomierne wydobywanie się wody. Z drugiej strony, elektroniczne sterowanie pozwala zablokować dystrybucję wody podczas ładowania, co chroni podłogi przed zalaniem lub uszkodzeniem.

Woda podczas pracy zostaje na szmatce montowanej razem z podstawką od spodu. Warto ją też delikatnie zwilżyć przed rozpoczęciem pracy, wtedy mycie będzie skuteczniejsze. W aplikacji mamy do dyspozycji trzy tryby podawania wody. Szczerze mówiąc, nie widzę jednak zbyt dużej różnicy pomiędzy nimi. Za każdym razem podłoga jest tylko delikatnie wilgotna. Powiedziałbym nawet, że za mało, żeby sprzątanie było wystarczająco skuteczne. Według mnie tej wody powinno pozostawać jednak nieco więcej. Większe ślady na podłodze zostają w sumie tylko na samym początku, gdy solidnie zmoczymy ściereczkę.

Liectroux ZK901 podczas pracy na mokro / fot. Kacper Żarski (oiot.pl)

Podsumowanie

Liectroux ZK901 w oficjalnym sklepie producenta na Aliexpress kosztuje około 1100-1200 złotych. W tej cenie dostajemy skutecznie działającego robota sprzątającego, który przede wszystkim świetnie sprząta wszystkie powierzchnie. Moc 4000 Pascali jest tu faktycznie odczuwalna, podłogi po każdym cyklu pracy są stanowczo bardziej czyste. Do tego urządzenie potrafi wyczesać dywany, a zmiana na ssawkę umożliwia wciągniecie nieco większych nieczystości.

Robot ma funkcjonalną aplikację, precyzyjnie mapuje pomieszczenia, co umożliwia dostosowywanie trybów pracy i ustalania jej tylko na poszczególnych obszarach. Do tego jest spory pojemnik na nieczystości i na wodę, spory jest także czas pracy, który dochodzi do około dwóch godzin po jednym ładowaniu.

Trochę szkoda, że są takie problemy z dodawaniem robota w asystentach typu Google Home czy Amazon Alexa. Owszem, da się to zrobić, ale wymaga albo zrezygnowania z funkcji mapowania pomieszczeń, albo z korzystania z aplikacji Smart Life do łączenia innych urządzeń. Najlepiej przepiąć je do Tuya Smart, wtedy w usługach Smart Life można wybrać laser robot. Ehh, tak, to dość skomplikowane, niepotrzebnie to tak wszystko utrudnione. Brakuje więc albo wsparcia dla asystentów w domyślnej aplikacji Laser Robot bez konieczności podpinania pod Smart Life, albo pełnej funkcjonalności w Smart Life/Tuya Smart. Problem mam też z mopowaniem, które jest bardzo delikatne i tylko odświeża podłogi. Na pewno jednak nie usunie plam. Przydałaby się nieco większa regulacja podawania wody.

Poza tym jednak Liectroux ZK901 to udany, dobrze działający sprzęt. Jeśli szukacie robota o sporej mocy ssania i sporą funkcjonalnością aplikacji w przyzwoitej cenie, to może być to ciekawa propozycja.

A co Wy o nim myślicie? Czy sprawdziłby się u Was? Dajcie koniecznie znać w komentarzach!

Liectroux ZK901 / fot. Kacper Żarski (oiot.pl)
Recenzja odkurzacza automatycznego Liectroux ZK901 – solidny sprzęt w rozsądnej cenie
Wnioski
Liectroux ZK901 w rozsądnej cenie oferuje sporą moc ssania, funkcjonalną aplikację i skuteczne mapowanie pomieszczeń. Wad jest stosunkowo niedużo - mogłoby być mocniejsze czyszczenie na mokro oraz łatwiejsze łączenie z Google Home i Amazon Alexa.
Zalety
Duża moc ssania
Funkcjonalna aplikacja
Precyzyjne skanowanie pomieszczeń
Skuteczna praca podczas odkurzania
Możliwość wymiany szczotki sprzątającej na ssawkę
Bogaty zestaw akcesoriów
Długi czas pracy po ładowaniu
Wady
Słabe poziomy nawadniania podczas pracy na mokro
Problemy z kompatybilnością z Google Home i Amazon Alexa
Przeciętna jakość wykonania
8
Ocena
Exit mobile version