Recenzja TP-Link Deco M4 – mesh przyjazny dla portfela

Recenzja TP-Link Deco M4 - mesh przyjazny dla portfela
8
W tej cenie trudno liczyć na więcej - dla wielu osób TP-Link Deco M4 będzie rozwiązaniem idealnym

Czy da się zbudować sieć Wi-Fi w oparciu o mesh bez rujnowania swojego portfela? Żadną sztuką nie jest wydać parę tysięcy złotych na zbudowanie infrastruktury bezprzewodowej, ale… czy da się to zrobić za kilkaset złotych? Sprawdźmy co na to TP-Link Deco M4.

Swego rodzaju wstęp do tego, po co komu technologia mesh, napisał Tomek przy okazji swojej recenzji systemu TP-Link Deco M9 Plus, swoją drogą znacznie droższego. Kiedy wreszcie udało mi się uzyskać dostęp do internetu światłowodowego, zacząłem rozglądać się za zastępstwem dla swojego starego, leciwego routera. Zapewne domyślacie się, że zawędrowałem właśnie w kierunku takiej topologii.

Czy system mesh jest konieczny?

Żadną tajemnica nie jest, że najlepszym sposobem na rozprowadzenie internetu po domu czy mieszkaniu jest przewodowe połączenie wszystkich możliwych urządzeń. Równie oczywisty jest jednak fakt, że w wielu przypadkach to wcale nie jest takie proste, a ogromny remont nie zawsze wchodzi w grę.

Niestety, na etapie budowy sieci bezprzewodowej można napotkać inną przeszkodę – cenę. Przeciwnicy routerów typu mesh słusznie zauważają, że taki zestaw kosztuje fortunę, a w zasadzie nie oferuje wiele więcej niz dobrze zbudowane „klasyczne” sieci. Zgadzam się, że wydawanie półtora czy dwóch tysięcy złotych na sieć bezprzewodową do domu jednorodzinnego, to ciężki orzech do zgryzienia. Rzecz w tym, że da się to zrobić dobrze i niedrogo.

Rozwiązanie Wi-Fi mesh nie musi być ultra drogie!

Wielu producentów ma w swoim portfolio różnego typu zestawy. Odnaleźć tam możemy „klasyczne” routery i repeatery, gotowe systemy typu mesh oraz rozwiązania, które… łączą w sobie te dwie cechy. Jak słusznie zauważają wspomniani wcześniej przeciwnicy gotowych zestawów Wi-Fi mesh, w rzeczywistości ich głównym wyróżnikiem jest płynny roaming między poszczególnymi elementami sieci, a to wcale nie jest technologia kosmiczna.

Umiejscowienie na podłodze może nie jest najlepszą z opcji, ale ważne, że skuteczną

Jako że testuję aktualnie sprzęt TP-Linka, to odniosę się do rozwiązań tego producenta – TP-Link taką infrastrukturę nazywa OneMesh. Lista obsługiwanych urządzeń może nie jest zbyt długa, ale jest bardzo duża szansa, że obejmuje jakiś posiadany przez Was model. Popularnym urządzeniem jest chociażby kosztujący niespełna 150 złotych TP-Link Archer C6, który znajduje się na liście. Jeśli chcecie zbudować w swoim domu sieć mesh, to wystarczy, że dokupicie do niego obsługiwany repeater – na przykład kosztujący 105 złotych model TP-Link RE200.

Jaka idea przyświeca mi przy pisaniu tego wstępu? Ano taka, że nawet, jeśli macie względnie prosty router, to istnieje szansa, że niewielkim kosztem możecie zbudować sieć, która w założeniu jest Wi-Fi mesh. Osobiście w przypadku rozbudowy pokusiłbym się o rozwiązanie tego typu, jednak w przypadku budowania domowej infrastruktury bezprzewodowej od nowa, można pomyśleć o jakimś „gotowcu”. Tylko jak to zrobić, żeby nie zbankrutować?

No dobra, a co z gotowym, niedrogim zestawem?

TP-Link Deco M4 to dwuelementowy zestaw do stworzenia domowej sieci mesh, który został wyceniony na 449 złotych. Postanowiłem sprawdzić jak poradzi sobie z pokryciem niezbyt dużego, piętrowego domu jednorodzinnego. Jeszcze zanim przejdziemy do konfiguracji i oferowanych parametrów sieci, zajrzyjmy do specyfikacji technicznej.

Wszystkie szczegóły dotyczące technikaliów znajdziecie na stronie producenta, a my przyjrzjmy się najważniejszym cechom zestawu:

To, co zwraca największą uwagę względem TP-Link Deco M9 Plus, to znacznie mniejsza liczba anten (dwie wewnętrzne zamiast ośmiu), wyłącznie dwa pasma oraz nieco mniejsza prędkość przy 2.4 GHz (300 Mbps zamiast 400 Mbps). Droższe zestawy typu mesh komunikują się ze sobą za pomocą trzeciego, dodatkowego pasma 5 GHz, tak, aby nadal oferować pełną prędkość na pięciu gigaherzach, ale.. czy to potrzebne?

Jeżeli chodzi o deklaracje producenta, to TP-Link Deco M4 może obsłużyć nawet do 100 urządzeń przy zapewnieniu sygnału na powierzchni 260 metrów kwadratowych. Cóż, testowych urządzeń było trochę mniej, a i powierzchnia domu wynosi mniej niż połowę z tego… Wychodzi więc na to, że TP-Link Deco M4 powinno poradzić sobie rewelacyjnie, prawda?

Jeżeli chodzi o ekonomiczne zestawy mesh, to chciałbym zwrócić Waszą uwagę na wariant Deco E4. Zestaw da się kupić jeszcze nieco taniej, ale wiąże się to z pewnym ograniczeniem – transmisja przewodowa przez RJ-45 ograniczona jest standardem 10/100, a nie 100/1000. Jeśli wiecie na 100%, że nigdy nie sięgniecie po kabel (również w celu połączenia dwóch modułów), a chcecie zaoszczędzić jeszcze parędziesiąt złotych, to w kwestii połączenia bezprzewodowego te modele (podobno) niczym się nie różnią.

Pierwsze uruchomienie i konfiguracja

Zestaw sprzedażowy jest bardzo prosty, ale jednocześnie kompletny – dwa urządzenia, dwa zasilacze oraz dwa kable RJ-45. Wszystko, co potrzeba do szczęścia, prawda? Zaznaczę tylko, że choć przewód zasilający można sprytnie wyprowadzić spod urządzenia, to ma on kolor czarny – w przeciwieństwie do urządzenia. Osobiście nie widzę w tym problemu, ale skoro nie mamy do czynienia z USB typu C, to pozwolę sobie ponarzekać na ten drobny szczegół.

Konfiguracja jest w zasadzie wspólna dla całej rodziny Deco producenta. Wyróżnić trzeba fakt, że konfigurację TRZEBA przeprowadzić przy pomocy specjalnej aplikacji dostępnej na systemu Android lub iOS. Panel konfiguracyjny nie jest dostępny w żaden inny sposób, co z jednej strony jest ogromnym uproszczeniem dla mało zaawansowanych użytkowników, choć może być pewnym utrudnieniem dla innych.

Warto nadmienić, że z poziomu przeglądarki dostępny jest skromny interfejs, ale z jego poziomu w zasadzie nie jesteśmy w stanie nic zmienić – raczej podejrzeć pewną okrojoną gamę informacji. Tak naprawdę żaden użytkownik końcowy tam nie zajrzy (bo… nie będzie po co) – możecie przejrzeć dostępne funkcje w FAQ producenta.

TP-Link Deco M4 – oprócz ukrytego gniazda ładowania – wyposażony jest w dwa porty LAN/WAN

Całość przebiegła u mnie w sposób wręcz… bezobsługowy? Do mojego pokoju doprowadzone jest gniazdko z przewodem światłowodowym, a zaraz obok niego znajduje się terminal ONT. Z niego wychodzi przewód Ethernet, który wystarczyło podłączyć do jednej z jednostek Deco M4. TP-Link sam wykrył wszystko, co było mu niezbędne do konfiguracji w protokole PPoE – musiałem jedynie podać dane logowania oraz ustalić pożądaną nazwę sieci i hasło.

Z drugą jednostką poszło równie łatwo – wystarczyło w aplikacji kliknąć ikonę plusa, wybrać odpowiednie urządzenie i chwilę poczekać. Oczywiście uprzednio podłączając urządzenie do prądu, gdyby ktoś miał wątpliwości – osobiście skorzystałem z bezprzewodowej komunikacji „jednostki centralnej” z satelitą. I to… tyle. TP-Link Deco M4 rozprowadzał już sieć po całym domu.

W tym momencie warto zwrócić uwagę na fakt, że to właśnie ta konfiguracja jest niejako „wyróżnikiem” serii Deco. Dla niektórych nie będzie ona żadną wartością dodaną, a wręcz kulą u nogi, jednak wchodząc w skórę kogoś, kto będzie robił to po raz pierwszy… idea jest świetna. Płacimy więc nie tylko za topologię mesh, ale również za to, że całość nie wymaga od nas właściwie żadnego wkładu czasu i wiedzy na żadnym z etapów użytkowania sprzętu.

Zerknijmy, jakie ustawienia oferuje aplikacja TP-Link Deco. Bądźmy szczerzy – są bardzo okrojone i raz jeszcze trzeba podkreślić, że zestaw jest skierowany do osób, które chcą żeby sieć… po prostu działała i obejmowała cały potrzebny obszar. Pozwolę sobie skupić Waszą uwagę na jednej sprawie: konieczność współdzielenia nazwy sieci 2.4 GHz oraz 5 GHz.

Osobiście zdecydowałem się na umieszczenie jednostki bazowej na piętrze, mniej więcej w centralnej części domu – moduł stoi grzecznie na szafce wysokości mniej więcej 120 cm. Satelita znajduje się na parterze, piętro niżej – jednak nie w centralnym punkcie piętra, a po prostu przy ścianie, w połowie długości domu, przez względu na długość kabla zasilającego padło na podłogę. Warto jednak nadmienić, że na drodze między dwoma jednostkami nie stoi zbyt wiele ścian – udało się wykorzystać do tego przestrzeń oferowaną przez schody, niemniej teoretycznie dałoby się zrobić to lepiej.

O konstrukcji słów kilka

Myślę, że dosyć istotny w serii Deco jest także design. Wzornictwo jakie jest, każdy widzi – urządzenia Deco M4 mogą się podobać lub nie, w zależności od preferencji. Trzeba jednak zwrócić uwagę na kilka drobnostek.

Choć urządzenia na pewno są nieźle wykonane i dostatecznie solidne, to całość jest zaskakująco lekka. Nie największa waga urządzenia w połączeniu z zaskakująco sporymi gabarytami sprawia, że przy przenoszeniu jednostki można mieć poczucie pewnej „kiczowatości” – niemniej znika ono zupełnie wtedy, kiedy TP-Link Deco M4 pozostanie sam na półce. Wtedy prezentuje się tam na pewno lepiej niż konwencjonalny router.

Szkoda, że producent zdecydował się na „typowy” zasilacz – droższe modele mają USB typu C, a wtedy łatwiej o podmianę kabla na krótszy/dłuższy

Drugą uwagą jest… specyficzny kształt. Trzeba mieć na względzie, że TP-Link Deco M4 ma tak naprawdę tylko jedną możliwość ustawienia – taką, jaką widzicie na zdjęciach. Położenie na boku jest w zasadzie niemożliwe (oczywiście jeśli chcemy uzyskać stabilność), niemożliwe jest także powieszenie na ścianie. Czy to wada? Raczej nie, ale warto to odnotować – zwłaszcza, że wysoka konstrukcja rzuca się w oczy.

Trzecią, w zasadzie nie uwagą, a obserwacją, jest dioda. Podświetlone logo TP-Linka sygnalizuje status pracy urządzenia i w zasadzie przez cały czas, poza krótkim procesem konfiguracji, mamy do czynienia z delikatną, niebieską poświatą – router stoi u mnie w pokoju i dioda nie rzucą się w oczy ani odrobinę, również w nocy. Niemniej, z poziomu aplikacji możemy włączyć tryb nocny lub zupełnie wyłączyć podświetlenie.

Syntetyczne pomiary prędkości

Deklarowane przez mojego dostawcę internetu parametry łącza to 400 Mbps downloadu oraz 40 Mbps uploadu, choć wartości te są w rzeczywistości większe. Sprawdźmy zatem, jakie parametry zaoferuje TP-Link Deco M4 w przypadku połączenia przewodowego.

Pozwolę sobie zaznaczyć już teraz, że każdy z pomiarów (zarówno powyższy, jak i wszystkie następne) wykonywany był kilkukrotne, w celu sprawdzenia stabilności łącza. Udostępniana grafika tyczy się reprezentatywnego przykładu. Reprezentatywnego, czyli… dowolnego, bo pomiary były zupełnie powtarzalne, z maksymalnie kilkuprocentowym odchyłem.

Sprawdźmy jeszcze, dla pewności, jakie parametry oferuje moduł użyty jako satelita w przypadku połączenia przewodowego – w końcu oddaje on do naszej dyspozycji dwa gniazda LAN.

No dobrze, a co z transmisją bezprzewodową? Zacznijmy od pomieszczeń, gdzie urządzenia powinny łączyć się z modułem głównym. Pierwszy pomiar tyczy się tego samego pomieszczenia, zaś drugi – miejsca na piętrze, gdzie udało mi się zarejestrować najgorsze wyniki. Przeważnie prędkość pobierania oscylowała w granicach 320-370 Mbps, jednak w najdalszym punkcie, na drodze do którego znajduje się zaskakująco dużo przeszkód, parametry spadły w zauważalnym stopniu.

Czas zejść piętro niżej. Poniżej podobny zestaw, z tym że na parterze – pomiar wykonany bezpośrednio przy module pełniącym rolę satelity oraz w najgorszym zakamarku domu.

Zestawienie najgorszego wyniku z piętra z tym „najlepszym” z parteru pozwala założyć, że sam dodatkowy access point nieznacznie wpływa na pomiary – swój spory udział ma w tym sama strata na drodze komunikacji z jednostką główną. W końcu moduł-satelita znajduje dosyć daleko od bazy.

Producent dołącza do zestawu w miarę długą, „płaską” skrętkę

Musicie mieć z tyłu głowy, że prędkości osiągane na urządzeniach wspierających wyłącznie 2.4 GHz najprawdopodobniej będą znacznie niższe. Jako że TP-Link Deco M4 niejako wymusza korzystanie z sieci 5 GHz na urządzeniach wspierających (obie sieci nadawane są pod tym samym SSID), zdecydowałem się wyłączyć nadawanie 5-gigaherzowego Wi-Fi i sprawdzić rezultaty. Nietrudno się domyślić, że wyniki są dużo gorsze.

Poniżej możecie zobaczyć dwa wyniki pomiarów. Pierwszy z nich tyczy się miejsca, gdzie sieć Wi-Fi poradziła sobie najlepiej, a drugi – najgorzej, oczywiście biorąc pod uwagę cały dom.

Z jednej strony, rezultaty nie są żadnym zaskoczeniem. Zwróćcie jednak uwagę, że najgorszy pomiar z całego domu (a precyzyjniej rzecz ujmując, z końca garażu ;)) jest pod kątem prędkości pobierania wciąż lepszy niż analogiczny pomiar bez wymuszania pasma (94.37 Mbps/43.21 Mbps/4 ms).

Jaki z tego wniosek? Ano taki, że możliwość nadawania sieci 2.4 GHz i 5 GHz pod inną nazwą mogłaby być przydatna ;). W końcu w grach bardziej przyda się niskie opóźnienie (bo prędkość pobierania wciąż będzie więcej niż wystarczająca), a w niektórych zastosowaniach akceptowane opóźnienie będzie zupełnie nieistotne, w przeciwieństwie do przyrostu prędkości pobierania o kilkadziesiąt procent.

Warto jeszcze powiedzieć co nieco o automatycznym przełączaniu. Opcję Fast Roaming – jeżeli chcemy korzystać ze standardu 802.11r – należy włączyć z poziomu ustawień – u mnie pozostała wyłączona, gdyż na co dzień zwyczajnie jej nie potrzebuję. Niemniej, sprawdziłem jak to działa i… właściwie, to nie powiem nic więcej poza tym, że działa. Z punktu widzenia użytkownika końcowego przełączanie jest w codziennym użytkowaniu po prostu nieodczuwalne. Warto mieć z tyłu głowy, że my sami też niejako nie mamy wpływu na to, z którym modułem się połączymy. Niemniej, użytkownik końcowy nie musi w ogóle być świadomy istnienia kilku modułów oraz dwóch pasm nadawania sieci – jedno SSID, jedno hasło i z głowy.

Wnioski z pomiarów i wrażenia z codziennego użytkowania

Zacznijmy może od tego, co stanowi punkt porównawczy. Wykorzystywany przeze mnie wcześniej router to kilkuletni, zakupiony jeszcze do internetu poprzedniego dostawcy, TP-Link Archer VR600. Umieszczony był dokładnie w tym samym miejscu, co moduł główny TP-Link Deco M4 i w tym pomieszczeniu osiągał takie same parametry łącza – musze jednak odnotować, że często opóźnienie podawane przez Speedtest.net wynosiło 2 ms.

Problemy zaczynały się na parterze. Tam internet występował tylko w promieniu mniej więcej metra od aktualnego położenia satelity i osiągał prędkości pobierania rzędu 70-80 Mbps, a i tam trudno było mówić o stabilności i niewielkich opóźnieniach. W pozostałych częściach domu na 5 GHz nie można było liczyć – zasięg sieci 2.4 GHz był dostateczny, ale router oferował w najbardziej oddalonych miejscach prędkości pobierania rzędu 3-8 Mbps, o potężnym przyroście pingu nie wspominając.

Muszę przyznać, że TP-Link Deco M4 zwyczajnie mnie zaskoczył. Do sieci na stałe podłączone jest kilka urządzeń z kategorii smart home (w tym inteligentna listwa Meross, żarówka Yeelight, trzy żarówki lampy podsufitowej oraz zestaw Xiaomi Smart Sensor Set), co najmniej jeden laptop i smartfon. Okazjonalnie dołącza jednak… no, całkiem sporo urządzeń. Chwilowo na testach (recenzja wkrótce na oiot.pl!) mam odkurzacz iRobot Roomba i7+, od czasu do czasu z internetu korzysta także drukarka, konsola Xbox One S, tablet… o trzech dodatkowych laptopach i smartfonach nie wspominając.

Mogę nawet wyszczególnić te informacje, bo Deco M4 wysłał mi… comiesięczny raport. Na przestrzeni testowych dni września do sieci podłączyłem 23 nowe urządzenia (nomen omen, o każdym nowym otrzymując powiadomienie na smartfon), zaś dziennie łączyło się z nią zawsze od 8 do 12 z nich.

Nie jestem w stanie określić, jak zestaw sprawuje przy stałym obciążeniu przez 15 czy 20 urządzeń, jednak przy czterech domownikach ze smartfonem i laptopem, kilkoma urządzeniami z rodziny IoT oraz okazjonalnie dołączanymi „sprzętami dodatkowymi”, sieć zachowuje się stabilnie. A to dla większości osób jest najważniejsze – nawet, jeśli trzeba przypłacić to osiąganą prędkością pobierania dwukrotnie mniejszą niż nominalna.

Warto jednak nadmienić, że większość sprzętów (tych z segmentu IoT) w moim domu komunikuje się z routerem przez sieć 2.4 GHz – na 5 GHz wskakuje „tylko” kilka laptopów i smartfonów, niekoniecznie jednocześnie i z dużym obciążeniem, a więc pasmo 5 GHz ma jeszcze zapas przepustowości na komunikację między satelitami. Niemniej, jeśli spodziewacie się mieć nieco więcej na piątce, to warto rozważyć dorzucenie do zestawu, który posiada trzecie pasmo do komunikacji między satelitami a jednostką główną.

A co do prędkości osiąganych przez urządzenia podłączone do drugiego modułu… Cóż, myślę, że to nie najgorsza cena jak za chęć zbudowania bezprzewodowej, domowej sieci, która zasięgiem obejmie wszystkie potrzebne miejsca. Jestem przekonany, że parametry wyglądałyby dużo lepiej, gdyby satelita była podłączona do jednostki centralnej skrętką (zapewne wtedy mówilibyśmy o takich samych wynikach w całym domu), ale… w moich oczach główną zaletą sieci mesh jest brak konieczności przeprowadzania kabli. Bo, jakby nie patrzeć, przewód zawsze poradzi sobie lepiej.

Jeżeli chodzi o osiągane prędkości, to trzeba powiedzieć głośno jedną rzecz. TP-Link Deco M4 jest jednym z najtańszych zestawów tego typu na rynku, w związku z czym rozsądne jest założenie, że da się zrobić to lepiej. Osoby mieszkające w większych mieszkaniach, domach oraz takie, którym zależy na maksymalnej prędkości internetu w każdym zakamarku, muszą sięgnąć po modele z wyższej półki.

Nie będę więc biczował recenzowanego modelu za to, że dodatkowa jednostka, na dodatek podłączona bezprzewodowo i to w sporej odległości, nie zapewnia pełnej prędkości. Będę chwalił to, że TP-Link Deco M4 zapewnia stabilny zasięg sieci w całym domu, jest systemem zupełnie bezobsługowym, a nawet po uwzględnieniu strat, parametry sieci bezprzewodowej wystarczą do potrzeb większości osób. Warto też odnotować, że mimo gorszych parametrów pobierania, prędkości wysyłania utrzymują się na stałym poziomie, a opóźnienia nadal są niskie.

Przypominam też, że mowa o najtańszym, dwuelementowym zestawie pokrywającym dom jednorodzinny – w zasadzie powinno się sięgnąć po coś mocniejszego. Przyznam szczerze, że mógłbym osiągnąć nieco lepsze rezultaty oferowane przez satelitę pod warunkiem drobnej manipulacji umiejscowieniem modułów. Doszedłem jednak do wniosku, żeby podejść do sprawy zgodnie z ideą plug&play. Skoro Deco M4 traktuję jako sprzęt dla amatora chcącego zapewnić sobie bezobsługowy dostęp do sieci, to nie starajmy się przykryć jego wad odpowiednim zbliżaniem do siebie jednostek – w końcu nie każdy będzie miał taką możliwość.

O aplikacji Deco słów kilka

Myślę, że najlepiej będzie jak skupimy się na sekcji Homecare – liczba pozostałych ustawień jest raczej krótka i wszystkie uda się Wam dojrzeć na zrzutach ekranu. Zacznijmy więc od tego, czego nie będziemy poruszać.

W sekcji Homecare interesujące jest kilka ustawień. Możemy ustawić Kontrolę rodzicielską, dzięki której każdej z czterech grup docelowych – Dziecko, Starsze dziecko, Nastolatek i Dorosły – możemy odfiltrować poszczególne treści. Aplikacja oferuje nie tylko możliwość ogólnego blokowania danych kategorii, ale także konkretnych stron. Równie istotna jest tu możliwość ustawienia dziennych limitów czasowych korzystania z Wi-Fi oraz ustalanie Pory snu, czyli zablokowanie internetu w poszczególnych godzinach. Do ideału brakuje już chyba tylko blokowania poszczególnych stron o danych porach – podobałoby mi się to bardziej niż obecna możliwość wstrzymania dostępu do internetu na żądanie.

Nad opcją QoS, a więc Quality of Service, nie będę się rozwodził – każdy, kto potrzebuje zarządzania dostępem do przepustowości wie, do czego to służy, a i funkcja nie jest w żaden sposób endemiczna dla tego sprzętu.

Interesujący jest także raport miesięczny. Tę funkcję można wyłączyć, jednak proponuje ona podgląd do łącznej liczby urządzeń podłączonej do Wi-Fi każdego dnia. Poza recenzencką ciekawością, funkcja ta jest dla mnie raczej nieprzydatna – chyba, że korzystamy z kontroli rodzicielskiej. Wtedy w tej sekcji możemy podejrzeć też informacje dotyczące tego, na jakie strony najczęściej zaglądali np. najmłodsi. Również tutaj TP-Link Deco M4 denerwuje się, że w haśle do mojego Wi-Fi nie ma znaków specjalnych.

W sekcji zarządzania możemy dodać administratorów i przyjaciół Deco. Jako że do aplikacji tworzymy konto, a ustawieniami sieci Wi-Fi możemy zarządzać również z zewnętrznych źródeł dostępu do internetu, to uprawnienia możemy nadać również innym.

Na zakończenie dodam, że z poziomu aplikacji w każdej chwili możemy dodać do naszego systemu mesh kolejne urządzenia i – co ważne, nie muszą być to te same moduły, można postawić zarówno na coś prostszego, jak i dokupić bardziej wypasiony moduł główny, a Deco M4 traktować jako satelity.

Podsumowanie

Po prostu – TP-Link Deco M4 to godny polecenia zestaw Wi-Fi mesh, którego cena nie powali nikogo na kolana. Oczywiście, taki wybór ma swoje ograniczenia – ot, chociażby tylko dwa port LAN/WAN na jednostkę czy brak szerokich opcji konfiguracji. Po raz kolejny odwołam się jednak do potencjalnej grupy docelowej tego modelu i przywołam hasło, które przewinęło się już kilka razy – łatwa i bezobsługowa sieć Wi-Fi w całym domu.

Powiem Wam szczerze, że z miłą chęcią wystawiłbym routerowi ocenę 10/10 – gdyż w moich oczach właśnie w takiej skali spełni oczekiwania większości osób, a w zasadzie spełnił i moje. Jednak nie jest idealnie – myślę tu chociażby o braku dostępu do panelu konfiguracyjnego w sposób inny niż przez aplikację czy nadawaniem w 2.4 GHz i 5 GHz pod jedną nazwą. A co z utratą prędkości? Cóż, to cena konieczna, jak na takie rozwiązanie – a przyrównując rezultaty do tych, które osiągnął Tomek na zestawie trzy razy droższym dochodzę do wniosku, że Deco M4 w swojej lidze radzi sobie dobrze.

Myślę więc, że uczciwe będzie opanowanie entuzjazmu i obniżenie oceny do 8 na 10. TP-Link Deco M4 jest co prawda trzy razy tańszy niż swój brat, ale same urządzenia bardziej rzucają się w oczy, nie oferują dodatkowego pasma, mają mniej anten i nie mają portu USB. Liczba wad może wydawać się spora, jak na taką ocenę, ale w znacznym stopniu rekompensuje je cena. Zwłaszcza, że dla wielu użytkowników, wymienione „braki” nie będą w żadnym stopniu wadą – w końcu mniejsza liczba anten może zaspokoić potrzeby, nie każdemu potrzebny jest zapas przepustowości w postaci dodatkowego pasma, a i gniazdo USB 2.0 mogłoby być zwyczajnie nieużywane…

Recenzja TP-Link Deco M4 - mesh przyjazny dla portfela
Recenzja TP-Link Deco M4 – mesh przyjazny dla portfela
Wnioski
Zalety
stabilność połączenia sieciowego
zadowalające prędkości Wi-Fi -choć nadal im dalej, tym wolniej
bezobsługowe działanie, prosta konfiguracja
funkcjonalna aplikacja Deco
przystępna cena, jak na system mesh
Wady
prędkości Wi-Fi zawsze mogłyby być większe 😉
brakuje niektórych smaczków, jeśli chodzi o konfigurację - niezależne nazwy dla pasm 2.4 GHz i 5 GHz czy możliwości choć podstawowej ingerencji z poziomu strony internetowej (można tylko podejrzeć, wciąż niewiele)
8
W tej cenie trudno liczyć na więcej - dla wielu osób TP-Link Deco M4 będzie rozwiązaniem idealnym
Exit mobile version