IoT śledzi użytkowników

Żadne IoT nie będzie mnie szpiegować. Mam na to apkę!

Ostatnia aktualizacja:

Z IoT nie ma żartów. Czyha za każdym rogiem i czeka, żeby objąć ofiarę swoim zasięgiem. Jeśli chcesz być niczym James Bond na tajnej misji i z gracją przemknąć niezauważony pomiędzy gąszczem urządzeń, koniecznie zaopatrz się w aplikację The Internet of Things Assistant.

Na każdym kroku staramy się pokazywać, że kategoria urządzeń IoT jest przyszłościowa. Zarówno dla wielkiego biznesu, który ma czerpać na tym niebotyczne zyski, jak i dla (nie)przeciętnego Kowalskiego, który zaopatrzony w podłączone do Internetu urządzenia będzie prowadzić przyjemniejsze życie. Ponieważ sprzęt IoT to w zasadzie różnego rodzaju nadajniki i odbiorniki ubrane w ładne opakowanie, warto zdać sobie sprawę, że niebawem znajdziemy się w gąszczu różnych powiązań sprzężonych w globalnej sieci. Na szczęście nikt przez to nie poczuje się klaustrofobicznie.

Gorzej z prywatnością i chociaż większość raczej nie będzie się tym przejmować, to znajdą się tacy, którzy będą chcieli wiedzieć co wokół nich pracuje jako IoT i jakie dane na nasz temat zbiera.

Badania potwierdzają to, co można wywnioskować z logiki

Norman Sadeh, powiedział:

Nasze badania wykazały, że wiele ludzi ma niewielką świadomość na temat ilości danych, które gromadzone są już dziś przez technologie IoT. (…) [Badanie] pokazuje także, że wiele osób chciałoby być lepiej informowanych o gromadzeniu i wykorzystywaniu ich danych przez te technologie. Szczególnie w sytuacjach w których zupełnie się tego nie spodziewają. Ponadto wielu z nich chciałoby mieć kontrolę nad rodzajem i ilością pobieranych danych.

Nieświadome udostępnianie danych nie brzmi dobrze, ale jest na to apka

I nie jest to byle jaki kawałek kodu. Za stworzenie aplikacji odpowiada zespół CyLab przy Carnegie Mellon University, w którym cytowany powyżej Norman Sadeh jest głównym badaczem. Aplikacja pozwala na zlokalizowanie urządzeń IoT w okolicy użytkownika albo gdziekolwiek zechce się zobaczyć.

Jeśli ktoś myślał, że dzieje się to w jakiś magiczny sposób, to niestety muszę go rozczarować, ponieważ aplikacja opiera się na bazie danych. W niej znajdują się np. publiczne kamery z funkcją rozpoznawania twarzy (zdziwisz się jak wiele jest ich w Polsce), lokalizatory Bluetooth, czy inteligentne dzwonki do drzwi albo nawet głośnik Alexa, czy HomePod u sąsiada.

Sprzęt w publicznych miejscach jest odpowiednio certyfikowany i sprawuje się nad nim nadzór, więc łatwo umieścić go w takiej bazie danych nawet zdalnie. Z gadżetami z prywatnego podwórka nie jest już tak prosto, dlatego uniwersyteckie laboratorium – CyLab – stworzyło aplikację dla właścicieli urządzeń IoT, by ci mogli je dodawać do publicznej bazy danych i uzupełniać zasoby The Internet of Things Assistant.

Prawo jedno, a rzeczywistość drugie

Jest powszechną wiedzą, że istnieje prawo, które chroni obywateli przed utratą danych osobowych czy ich nielegalnym posiadaniem. W Europie mamy przepisy RODO obligujące podmioty, które chcą naszych danych do jawnego informowania o tym i konieczności posiadania zgody na ich pobranie i przetwarzanie.

Niestety, procedowane latami przepisy w momencie ich wprowadzania nie są odpowiednio przystosowane do dynamiczniej rozwijającej się technologii, która na początku nie tworzy jednego standardu, ale bada które rozwiązania będą lepsze zarówno dla biznesu, jak i użytkowników. Norman Sadeh powiedział:

W kontekście Internetu Rzeczy problem polega na tym, że nie stworzono standardu dla sposobu przekazywania [prywatnych] informacji, ponieważ wiele z tych technologii nie ma interfejsu, który informowałby użytkowników o działaniach tych urządzeń w powiązaniu z danymi osób prywatnych.

Sukces projektu oparty na dwóch skrzydłach

Jednym z nich jest zaangażowanie zespołu CyLab, a drugim jest społeczny odzew. W bazie danych znajduje się obecnie ponad 30 000 zarejestrowanych urządzeń, które w większości zostały dodane przez pracowników uniwersyteckich. Każdego dnia pojawia się ich coraz więcej.

Sadeh powiedział, że na przestrzeni najbliższych tygodni w bazie danych znajdą się setki tysięcy urządzeń. Twórcy zdają też sobie sprawę, że w pewnym momencie użyteczność aplikacji będzie zależała od zaangażowania każdego człowieka, który posiada sprzęt z kategorii IoT.

Osobiście liczę także na to, że działania naukowców i badaczy zwrócą uwagę władzy ustawodawczej i wykonawczej, i zmobilizują do tworzenia i przestrzegania dobrego prawa, które chronić będzie każdego z nas.

Aplikację można pobrać i wypróbować zarówno na systemie iOS, jak i Android.